Dobór kolorów i peerelowski schemat
Dobór kolorów
Okazuje się, że na aurę w naszym domu wpływ mają kolory. Kolory są ważne, jeśli chodzi o meble i dodatki w naszych pokojach, ale szalenie ważne są również kolory ścian. Po przeprowadzeniu pewnych eksperymentów przez psychologów okazało się, że przyjazny kolor nawet w pustym lub tylko skąpo umeblowanym wnętrzu korzystnie wpływa na nasze samopoczucie. Dobrymi kolorami są zatem kolory jasne i ciepłe: żółty, kanarkowy, słonecznikowy – czyli wszelkie odcienie żółci oraz pomarańczy. Z kolorów ciemniejszych dobrze na aurę w naszym domu wpływa czerwony. Często boimy się kolorów mocnych, intensywnych i farbę kładziemy delikatną, w jasnym odcieniu. Piękne natomiast są kolory, które są mocne, one bowiem dodają charakteru naszym wnętrzom, uwypuklają ich istotę i to coś, co trudno określić, ale co da się od razu poczuć, wchodząc do dobrze pomalowanego pokoju i dobrze również umeblowanego. Możemy mieć w danym pokoju mało mebli, ale nie chowajmy, czy nie układajmy ich w jednostajny ciąg, jak zwykło się robić do tej pory, czy nie wpychajmy ich w jeden kąt.
Peerelowski schemat
Czytałam kiedyś bardzo ciekawy artykuł w pewnej ciekawej i popularnej gazecie, która moim też zdaniem może poszczycić się artykułami na wysokim poziomie. Ów dotyczył pewnego schematu, który zadomowił się u nas w czasach PRL-u i wynikał z niedoboru, jakimi szczyciły się wówczas półki wszystkich sklepów, a że nic nie było, to wiadomo, brało się, co rzucili. A rzucali telewizory i meblościanki z Czechosłowacji, albo ławy i dywany czy jakieś fotele. Cóż więc mogło znajdować się innego w naszych reprezentatywnych salonach, które nazywamy pokojami gościnnymi. A no w pokoju gościnnym naszą ścianę dzielnie obstawiał regał, meble i półki były zatem skupione w jednym miejscu. Na jednej z nich zawsze w meblościance znajdowało się miejsce na telewizor i oczywiście barek, bo alkohol był jedynym lekiem na otaczającą beznadziejność i właściwie pustkę. Po przeciwnej stronie stawialiśmy dwa fotele i ławę między nimi, by wpatrując się bezwiednie w kolejne „oczywiste słowa”, które cedził do nas „spiker z ekranu”, delektować się smakiem zawartości naszego barka.