Rozplanowanie mebli w pokoju i wory na ścianach od wałka

Rozplanowanie mebli w pokoju

Rozmyślając nad artykułem z owej gazety, przed mymi oczami pojawił się pokój gościnny w moim domu. I rzeczywiście, zderzenie stanu wcześniejszego z obecnym mnie poraziło, bo nic się nie zmieniło, a autor eseju wiedział nawet, że na meblościance nie trzyma się książek, a za szklanymi szybkami nie znajduje się nic innego jak małe buteleczki z alkoholem albo jakaś ozdobna chińska zastawa, jakieś filiżaneczki czy kieliszki. Tak, prawda była przerażająca. W naszych domach nadal trwa PRL. Nie czytamy książek, a wciąż gapimy się w telewizyjne pudełko nawet, gdy odwiedza nas rodzina i goście. W innych domach pokuszono się o znaczne zmiany, pozbyto się zatem meblościanki, która zagracała całą ścianę, a e jej miejsce wstawiono komodę, na której postawiono nie telewizor, lecz wazon z żywymi kwiatami. To naprawdę cieszy. W takich domach też przyjmuje się gości i nie ogląda telewizor, a skupia się przede wszystkim na rozmowie i słowo „salon” nabywa wówczas właściwego znaczenia, tak że szczycić się może tym każda rodzina, która zdecydowała się na takie zburzenie muru

Wory na ścianach od wałka

Coraz częściej odważamy też naszych domach na inne zmiany. W PRL-u skłonni byliśmy przy ozdabianiu ścian naszych pokoi używać wałków ze szlaczkami, które oczywiście oszczędzały naszego ręcznego trudu, a i z drugiej strony komu by się chciało malować coś samemu. Praca wymagała szybkości, bo trzeba było się sprężać, by posiedzieć przy flaszce. Zawsze zastanawiało mnie jako dziecko, dlaczego w naszym domu ściany są nierówne. Dlaczego nie można było ich w latach 70-tych i 80-tych szpachlować tak równiutko jak teras zwykło się wykańczać wnętrza. I dlaczego rogi i sufit przy styku ścian nie jest też zrobiony dokładnie pod kątem prostym, a ma takie wgłębienie okrągłe. Kuzyn rozwiał kiedyś ową tajemnicę i wzbogacił moja wiedzę od dość i interesującą historię z cyklu „polscy robotnicy”, przy czym o jej pikantności świadczyło jak zwykle osadzenie jej w PRL-u. Otóż robotnicy w PRL-u oczywiście byli tak zapracowani i mieli tyle zleceń, że starali sobie pracę ułatwiać, po co zatem dbać o kąt prosty, jeśli można „obalić flaszkę” i przy pomocy butelki wykończyć owe styki ścian przy syficie i oczywiście łączymy wtedy przyjemne z pożytecznym.