Dekoracja ścian

Ściany to bez wątpienia elementy każdego wnętrza, które są niechybnie ignorowane w czasie planowania konkretnych aranżacji. Wielu osobom wydaje się, iż wystarczy tylko zastawić je wielkimi meblami i już nie trzeba martwić się ani o ich kolor, ani też o ogólną kondycję. W rzeczywistości jednak dobrze zadbane ściany mają bardzo duży wpływ na wygląd całego wnętrza, nawet jeśli początkowo nie zdajemy sobie z tego sprawy. Obecnie bardzo modne jest nakładanie na ściany farb w przeróżnych kolorach, które bez wątpienia znajdziemy w każdym sklepie z tego typu materiałami. Możemy zdecydować się na pomalowanie wszystkich ścian na jeden kolor, co bez wątpienia będzie rozwiązaniem bezpiecznym, możemy jednak również zdecydować się na odrobinę ekstrawagancji. Ostatnio bardzo modne jest mieszanie różnych kolorów, dzięki czemu pomieszczenia wyglądają nie tylko ciekawiej i oryginalniej, ale również weselej. Miksowane są mniej i bardziej pasujące do siebie barwy w myśl tego, iż w pokoju dobrze czuć się powinni przede wszystkim jego właściciele. Żywo zielone czy wściekle czerwone ściany nie są w dzisiejszych czasach tak rzadko spotykane jak jeszcze kilkanaście lat temu, dlatego też nie powinniśmy obawiać się wcielać w życie nawet najbardziej szalonych na pozór pomysłów. Jeśli jednak bardziej odpowiada nam harmonia i stonowane tony, możemy rozweselić nasze wnętrza poprzez dodanie ciekawych elementów. Jednym z nich będzie na pewno zawieszenie na ścianie rodzinnych fotografii, zdjęcia z wakacji czy też wielkich uroczystości zawsze ładnie wyglądają. Jeśli jednak nie chcemy nadawać pomieszczeniu nazbyt osobistego charakteru możemy również pokusić się o zakup gotowych obrazów, których w dzisiejszych czasach nie brakuje. Dostępne są one zarówno w sklepach jak i na stronach internetowych. Poza tym wspaniałym pomysłem może okazać się również inwestycja w fototapetę, przedstawiającą czy to egzotyczny krajobraz czy też uroczy zachód słońca nad polskim morzem. Nasze ściany mogą wyglądać naprawdę bajecznie, wszystko zależeć będzie tylko od naszej wyobraźni i kreatywności.

niedziela, Październik 16th, 2011

Dobór kolorów i peerelowski schemat

Dobór kolorów

Okazuje się, że na aurę w naszym domu wpływ mają kolory. Kolory są ważne, jeśli chodzi o meble i dodatki w naszych pokojach, ale szalenie ważne są również kolory ścian. Po przeprowadzeniu pewnych eksperymentów przez psychologów okazało się, że przyjazny kolor nawet w pustym lub tylko skąpo umeblowanym wnętrzu korzystnie wpływa na nasze samopoczucie. Dobrymi kolorami są zatem kolory jasne i ciepłe: żółty, kanarkowy, słonecznikowy – czyli wszelkie odcienie żółci oraz pomarańczy. Z kolorów ciemniejszych dobrze na aurę w naszym domu wpływa czerwony. Często boimy się kolorów mocnych, intensywnych i farbę kładziemy delikatną, w jasnym odcieniu. Piękne natomiast są kolory, które są mocne, one bowiem dodają charakteru naszym wnętrzom, uwypuklają ich istotę i to coś, co trudno określić, ale co da się od razu poczuć, wchodząc do dobrze pomalowanego pokoju i dobrze również umeblowanego. Możemy mieć w danym pokoju mało mebli, ale nie chowajmy, czy nie układajmy ich w jednostajny ciąg, jak zwykło się robić do tej pory, czy nie wpychajmy ich w jeden kąt.

Peerelowski schemat

Czytałam kiedyś bardzo ciekawy artykuł w pewnej ciekawej i popularnej gazecie, która moim też zdaniem może poszczycić się artykułami na wysokim poziomie. Ów dotyczył pewnego schematu, który zadomowił się u nas w czasach PRL-u i wynikał z niedoboru, jakimi szczyciły się wówczas półki wszystkich sklepów, a że nic nie było, to wiadomo, brało się, co rzucili. A rzucali telewizory i meblościanki z Czechosłowacji, albo ławy i dywany czy jakieś fotele. Cóż więc mogło znajdować się innego w naszych reprezentatywnych salonach, które nazywamy pokojami gościnnymi. A no w pokoju gościnnym naszą ścianę dzielnie obstawiał regał, meble i półki były zatem skupione w jednym miejscu. Na jednej z nich zawsze w meblościance znajdowało się miejsce na telewizor i oczywiście barek, bo alkohol był jedynym lekiem na otaczającą beznadziejność i właściwie pustkę. Po przeciwnej stronie stawialiśmy dwa fotele i ławę między nimi, by wpatrując się bezwiednie w kolejne „oczywiste słowa”, które cedził do nas „spiker z ekranu”, delektować się smakiem zawartości naszego barka.

środa, Sierpień 4th, 2010

Balkon

O balkonie

Balkon by się przydał. I ten balkon nie daje mamie nadal spokoju. Minął rok, potem dwa lata, a może i więcej. Ja nadal słyszę, że balkon, by się przydał. Więc najpierw było to marzenie po prostu, Istniało zawieszone w przestrzeni, było i nie było. W rzeczywistość w zasadzie wcielić się nie dało, bo dom rodzice, jak zwykli mówić – „stawiali” na początku lat siedemdziesiątych. Więc dom nasz ma lat więcej niż ja i przeżył już nie jedno, a losy jego są niczym Rzymu, bo w ruinach prawie też żyliśmy, jak oglądam stare czarno-białe fotografie, na których widać walący się dom, ogromną betoniarę i Buldoga – naszego ówczesnego psiaka, który swoją drogą przeżył z naszym domem spory kawałek. Zatem balkonu nigdy od początku istnienia naszej szczukowskiej willi nie było, bo nikt go od początku razem z domem nie „postawił”. A po kilkunastu latach przyszły wiatry, które zabrały nam dach. Tragedia jakich mało, ale gdy się jakoś rodzice pozbierali, temat balkonu wrócił, a mama ożyła. Bo jak trzeba zrobić remont, to może tym razem się uda. Bo co to taką dziurkę w ścianie zrobić. – mówiła mama.

„Człowiek remont”

Tata, jako doświadczony „człowiek remont” od razu wiedział, że rzecz nie będzie to prosta, więc nadzwyczajnie w świecie odmówił, bo burzenie ściany wymaga więcej wysiłku i pochłania więcej czasu i kosztów, niż wybudowanie nowej. Więc my racjonalnie zrozumieliśmy uzasadnienie taty od razu, ale mama nie dawała za wygraną. Może jednak… – powtarzała. W końcu udało nam się przemówić jej do rozsądku i tak dach został odbudowany, a dom otynkowany. I skoro struktura na zewnętrzną część domu została położona, nikomu nawet do głowy nie przyszedłby już pomysł robienia balkonu, bo nie chodziłoby już o tylko burzenie tej ściany, a i kolejne nowe koszty związane z ponownym pokryciem zewnętrznej ściany domu. Ale nie naszej mamie. Temat balkonu zatem tkwił w powietrzu nadal. Sami byliśmy w szoku, jak bardzo nasza mama do niego przywykła. Co najciekawsze nigdy się nie znudził. Zawsze wydawało mi się, że marzenia w sytuacji swojej absurdalnej niewykonalności w końcu sięgają swojej racjonalności, a więc kończą się, znikają, bo nie mają racji bytu, ale nie marzenia naszej mamy.

środa, Maj 19th, 2010