Tajemnica przedmiotów – salon
Tajemnica przedmiotów w domu wobec wykorzystania ich w jego aranżacji
W naszym domu zawsze się coś dzieje. Nawet nie chodzi mi o ludzi i o swoisty nasz „dom wariatów” każdego ranka, gdy z Braciakiem przepychamy się, biegnąc do łazienki, bo oczywiście wszyscy chcą z niej korzystać przed samym wyjściem. Myślę o zmianach wewnętrzno-aranżacyjnych. Przypomina mi się przywiązanie mamy do mebli i przedmiotów, które w PRL-u tata pamiętnie i dzielnie wiózł w pociągu z Czechosłowacji. I nie dziwię się temu przywiązaniu, bo wiele wysiłku kosztowało ich zdobycie. Takie było życie za komuny. – zwykł mówić tata, a ja się z nim w stu procentach zgadzam, ilekroć czytam, jak wyglądało życie w tamtym czasie. Mam ochotę gryźć wówczas książkę. Nie żałuję jednak, że życie nie pozbawiło mnie czarno-białych fotografii z dzieciństwa, a przede wszystkim wspomnień trudnych czasów, bo urodziłam się pod koniec lat 80-tych. Meble, dywany, ubrania od cioci z Belgii przywiezione w tym czasie są bezcenne, dlatego mamie trudno się z nimi rozstać. Za wszelką cenę stara się je pozostawić, nie umie ich wyrzucić. Zawsze zastanawiał mnie ten fenomen chęci zatrzymania tych przedmiotów przez mamę, bo to naprawdę zastanawiające, gdyż życie za komuny nie było ławie, więc po jaką cholerę trzymać rzeczy z tego okresu. I może właśnie ta tajemnica ma sens.
W salonie
Każdą staroć można przestawić, przesunąć, przenieść do innego pokoju, oddać komuś w rodzinie, wszystko po to, by pozostawić choć część wspomnień przy sobie. Można jednak zmienić coś w tych przedmiotach, dlatego uwielbiam zmysł do zmian w mieszkaniu mojej kuzynki. Z białych drzwi zdrapie nagle farbę, kominek obłożony płytkami pomaluje nagle farbą, by powstały na nim takie mazy i efekta każdym razem jest powalający. Wchodzisz do jej salonu i niesamowicie odpoczywasz, choć mebli w nim niedużo. Sama stara drewniana, skrzypiąca podłoga nadaje całemu pomieszczeniu efektu wspomnień. Mama zawsze chce coś zrobić po swojemu. Ilekroć mam ochotę się sprzeciwić, w głowie brzmią mi słowa sister, która przypomina mi pewien wykład ks. Pawlukiewicza, w którym opowiada o historii kłótni między rodzicami i dziećmi o remont i podkreśla, że nawet, jeśli rodzice chcą zrobić sobie na balkonie łazienkę, to należy im na to pozwolić, bo to ich dom i to oni go „stawiali”, gdy będziesz mieć swój, będziesz robić w nim również wszystko, czego tylko zapragniesz. Więc myślę o tym i zdaję sobie sprawę, że to prawda i uśmiecham się jednocześnie, bo w opowieści ks. Pawlukiewicza również pojawia się balkon.

